Był tak pijany, że do końca nie wiedział, co robi
Oskarżony i pokrzywdzony mieszkali razem na Retkini. 28 września 2023 roku postanowili zorganizować zakrapianą alkoholem imprezę. Podczas niej doszło do kłótni. W postępowaniu przygotowawczym Krzysztof M. mówił, że był tak pijany, że nie do końca wiedział, co robi. Zamiast kolegi zobaczył... dzika. Tak się wystraszył, że złapał widelec grillowy i rzucił się na niego, trafiając w szyję.
Podczas pierwszej rozprawy (w maju 2025 roku) 52-latek nie przyznał się do winy i przedstawił inną wersję przebiegu tragicznych wydarzeń. Rano tego dnia miał wypić z Tomaszem B. trochę alkoholu, następnie położył się spać. Po jakimś czasie wstał, żeby pojechać na działkę. Wrócił jednak do mieszkania przy Retkińskiej, bo zapomniał telefonu komórkowego.
https://tulodz.pl/wiadomosci-lodz/wielki-nalot-na-balucki-rynek-w-samochodzie-znalezli-setki-podrobek-znanych-marek/IDZiaELYC4207K50OauN
"Najbardziej wiarygodne były pierwsze zeznania oskarżonego"
Według wersji Krzysztofa M., to wtedy miał znaleźć ciało kolegi z wbitym w szyję widelcem grillowym. Gdy na miejscu pojawiły się służby ratunkowe, pozostało im tylko stwierdzić zgon Tomasza B.
We wtorek (23 czerwca) sędzia Adam Karowicz nie miał wątpliwości co do winy oskarżonego.
- Najbardziej wiarygodne były pierwsze zeznania Krzysztofa M., w których przyznał, że był sam z pokrzywdzonym, więc to on musiał go zabić. Później oskarżony zmienił zeznania, próbował przypisać winę innym osobom. Jednak dowody, wśród których były m.in. bilingi z jego rozmów telefonicznych, wskazały na jego sprawstwo. Dodatkowo Krzysztof M. miał już konflikty z prawem i, jak sam przyznał, nie prowadził prawidłowego stylu życia - często wpadał w ciągi alkoholowe. Zasądzona kara jest zatem adekwatna i sprawiedliwa.
Do grudnia br. utrzymano też areszt dla 52-latka.

Napisz komentarz
Komentarze