Na miejsce skierowano kilka zastępów straży pożarnej, zespoły ratownictwa medycznego oraz policję. Ratownicy wyciągnęli mężczyznę ze zbiornika, jednak było już za późno.
Strażacy: „Nie znaleźliśmy nawet ręcznika ani klapków”
Służby na razie bardzo ostrożnie wypowiadają się o okolicznościach tragedii. Jak usłyszeliśmy od strażaka pracującego na miejscu, na razie pytań jest więcej niż odpowiedzi.
- Na tę chwilę nie możemy powiedzieć nic więcej. Naszym zadaniem było wyciągnięcie mężczyzny z wody i sprawdzenie czynności życiowych. Nie wiemy, czy był tutaj sam, czy z kimś. Obeszliśmy cały teren, ale nie znaleźliśmy żadnego porzuconego ręcznika czy klapków
- powiedział nam strażak.
To może oznaczać, że śledczy będą musieli dokładnie odtworzyć ostatnie chwile życia mężczyzny i ustalić, co wydarzyło się nad stawami.
Na miejscu cały czas pracują policjanci pod nadzorem prokuratora. Na obecnym etapie nie ujawniono tożsamości zmarłego ani informacji o tym, w jakich okolicznościach znalazł się w wodzie. Odpowiedzi mają przynieść prowadzone czynności i postępowanie wyjaśniające.
AKTUALIZACJA:
- Dyżurny został poinformowany, że na terenie Stawów Jana w Łodzi znajduje się ciało dryfujące po wodzie. Lekarz przybyły na miejsce potwierdził zgon mężczyzny. Na miejscu policjanci wykonują czynności procesowepod nadzorem prokuratora aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tego zdarzenia
- poinformowała nas mł. asp. Izabela Wypychowska z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
Z najnowszych ustaleń wynika, że mężczyzna mógł mieć 25-30 lat, a nie około 40, jak początkowo przypuszczano. Jego tożsamość wciąż pozostaje jednak tajemnicą.

Napisz komentarz
Komentarze