Prokuratura Okręgowa w Łodzi skierowała akt oskarżenia przeciwko członkom grupy, która - zdaniem śledczych - stworzyła sprytny system omijania przepisów i przez lata unikała kontroli.
Tytoń miał jechać na Litwę. Trafiał pod Łódź
Śledczy ustalili, że oskarżeni kupili gotowe spółki na Litwie, a ich prezesami zostali podstawieni mieszkańcy Polski. Dzięki temu wszystko wyglądało legalnie.
Tytoń kupowano w Bułgarii w ogromnych, ważących około 1,5 tony partiach. Z dokumentów wynikało, że transport zmierza na Litwę. W rzeczywistości po przekroczeniu polskiej granicy ciężarówki kierowały się głównie w okolice Łodzi.
Następnie tytoń sprzedawano - głównie na rynkach. W ten właśnie sposób unikano przez długi czas kontroli. Na Litwę tytoń w ogóle nie docierał, zaś w Polsce nie widniał w żadnej ewidencji. Do transportów wykorzystywano wynajęte w wypożyczalniach busy.
100 transportów i 180 ton tytoniu
Według prokuratury, w grupie działało 12 osób z województw łódzkiego i śląskiego - 10 mężczyzn i dwie kobiety. Na czele miał stać 58-letni mieszkaniec Łodzi, który opracował cały plan, rekrutował członków grupy i dzielił zyski.
- Kolejne osoby odpowiedzialne były za wykonywanie transportów, krojenie tytoniu, jego dystrybucję na rynkach, przekazywanie uzgodnień co do miejsc spotkań, jak również za podpisywanie dokumentów w imieniu fikcyjnie działających spółek litewskich. W sumie w latach 2021–2024 wykonano 100 transportów o łącznej wadze prawie 180 ton. Straty Skarbu Państwa wynoszą ponad 104 miliony złotych. Ujawnienie przestępstwa wymagało współpracy z litewską oraz bułgarską prokuraturą
- podkreśla Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Ponad 104 miliony złotych strat
Śledczy wyliczyli, że budżet państwa stracił na działalności grupy ponad 104 miliony złotych. To jedna z największych spraw dotyczących nielegalnego obrotu tytoniem w ostatnich latach w regionie. Oskarżeni odpowiedzą m.in. za udział lub kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, ukrywanie obrotu tytoniem przed organami podatkowymi oraz fałszowanie dokumentów.
Najpoważniejsze zarzuty są zagrożone karą do 15 lat pozbawienia wolności. O ich losie zdecyduje Sąd Okręgowy w Łodzi.

Napisz komentarz
Komentarze